18 lutego 2012

SOBOTA

Zbiorę się w sobie - jak postanowiłam, tak zrobiłam.
Ogarnęłam się szybko rano, Krzysiek odsypiał niespokojną noc. Zrobiłam śniadanie, a gdy obudził się herbata nie zdążyła jeszcze wystygnąć. Przywitał się bez słowa tylko szybkim pocałunkiem. Wiedziałam, że mu głupio, w jego oczach mogłam dostrzec, że żałuje. Nawet nie chciał na mnie patrzeć, nie wiedział co powiedzieć. Ale ja wiedziałam, chciałam wyrzucić z siebie wszystko. Walnąć prosto z mostu, że nie podoba mi się to, że musi się ogarnąć bo inaczej koniec z tym wszystkim, z nami koniec!
Czekałam tylko na odpowiedni moment. A czekając patrzyłam na niego zajadającego się kanapkami z szynką i serem. Na niego, tego który mnie pokochał. Tego, przy którym poczułam co to miłość, który dał mi tyle bezpieczeństwa, który troszczył się o mnie. Jego słodkie oczy, ciemne, rozwichrzone włosy, jego duże dłonie. Wszystko to, co kocham. Jego kocham, a to wszystko sprawia, że jest taki niewinny, kochany.
Nie wygarnę mu ot tak, przecież nie mogę...
Siadłam obok niego, przytuliłam się do jego torsu a on od razu przytulił mnie mocno do siebie. Po chwili pogładził mnie po policzku, pierwszy raz dzisiaj spojrzał głęboko w oczy, po czym powiedział że mnie kocha. Tak, w tym była szczerość.
Oboje doszliśmy do wniosku, że nie chcemy spędzić całego dnia w domu. Poczułam dziwny przypływ energii, miałam ochotę iść i odpocząć od wszystkiego. Spotkać się z przyjaciółmi. Akurat dobrze sie złożyło, że nasz wspólny znajomy organizował domówkę. Po drodze wstąpiliśmy tylko do Krzyśka, żeby sie przebrał i po 21 byliśmy już na miejscu. Większości osób nie znałam, ale nie przeszkadzało mi to dzisiaj.
- To co, zapominamy o wszystkim co złe i bawimy się dziś do rana? - spytałam z entuzjazmem ukochanego, który nie puszczał mojej ręki.
- Tak kotku, dziś tylko i wyłącznie dobra zabawa - kończąc pocałował mnie i rozproszyliśmy się w tłumie, by przywitać znajomych.
Trochę wódki, jedno piwo. Drugie piwo. Czwarte piwo.
Mocno zakręciło mi się w głowie, gdy po którymś z kolei trunku tańczyłam z Krzyśkiem. On też był już nieźle wstawiony. Poznałam kilku jego kumpli, wydawali się być bardzo sympatyczni.
Około 3 w nocy stwierdziłam, że muszę położyć się spać. I tak długo wytrzymałam biorąc pod uwagę ile godzin spałam w ostatnim czasie. Przeszłam wąskim korytarzem i weszłam do małego pokoiku, gdzie większość osób składowała kurtki i rzeczy na przebranie. Dom był tak duży, że mogłam wybrać sobie spokojny kąt. Zdjęłam szpilki po czym położyłam się na kanapie i przykryłam kocem. Moje głębokie rozmyślenia przerwali koledzy i dwie koleżanki Krzyśka wraz z nim na czele. Gdy tylko spojrzał na mnie wiedziałam już, że nie jest dobrze. Jego wyraz twarzy zdradzał niemal wszystko.
Podniosłam się przestraszona, a jego znajomi przysiedli obok i naprzeciw małego stolika. Wyciągnęli   butelki z alkoholem, papierosy, skręty, strzykawki...
- Skarbie, nie bój się, ja nie wezmę - szepnął mi na ucho Krzysiek siadając obok.
- Bo co, już brałeś? - spytałam z wyrzutem, ale nie uzyskałam odpowiedzi. 
- No Aneczka, co ty taka spięta? - wprost wykrzyczał z entuzjazmem kolega siedzący na wprost mnie.
Kątem oka dostrzegłam, że dziewczyna siedząca na łóżku bierze w dłoń strzykawkę, a następnie przykłada ją do przedramienia drugiej koleżanki.
- Nie spięta, zmęczona jestem. 
- Chodź kochanie - Krzysiek posadził mnie sobie na kolanach po czym wsunął pod język białą kapsułkę.
Popatrzył mi w oczy spojrzeniem mówiącym "no przecież to nic takiego". Mylił się. Miałam ochotę uderzyć go i krzyknąć "wypluj to świństwo!". Alkohol i zmęczenie nie pozwoliły mi na to.
- Masz, rozluźnij się trochę - kolega Krzyśka z uśmiechem podał mi szklankę z colą, do której następnie wrzucił musującą pigułkę - To naprawdę nic wielkiego, zobaczysz.
- Jeśli chcesz, śmiało - powiedział mój chłopak w odpowiedzi na moje pytające spojrzenie.
Niepewnie chwyciłam szklankę. Upiłam łyk, smaczne. Potem kolejny, aż na dnie nic nie zostało. Dostałam dolewkę, zakręciło mi się w głowie. Mój humor poprawił się o 100 procent. Wszystko choć stawało się zamazane, było ciekawsze. Nieostrym wzrokiem patrzyłam wciąż się uśmiechając jak ktoś zatapia czubek igły w ciele Krzyśka.
Jego ciepłe dłonie, czuły pocałunek, troskliwy wzrok, gdy kładł mnie na łóżku przykrywając kocem i mój głośny śmiech - po tym już nic więcej nie pamiętam.

4 komentarze:

  1. Pisz szybciutko, bo już nie mogę się doczekać, co dalej :)
    Świetnie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Super notka ;) Świetnie się czyta, a wiesz dlaczego? Dlatego, że masz ogromny talent ;) Przy końcówce emocje sięgnęły zenitu. Co to była za piguła? Z niecierpliwością czekam na kolejną. Mam nadzieję, że Krzysiek nic nie zbroi ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co ;) No pewnie, że czytam ;) Niestety nie wiem co mi się ostatnio dzieje, bo nie mogę od razu dodać komentarza tylko muszę kilka razy próbować ;/ Dawniej było wszystko dobrze, a teraz coś chygba nawaliło. Tak samo mam z postami na swoim blogu. Muszę kilka razy próbować aż w końcu mi się doda. :) Czasami nawet nie mogę się zalogować ;/

      Ale koniec narzekania ;) Pisz następną notkę zdolniacho ;)

      Usuń
    2. Uu to nieźle ;/ ale może sie naprawi :>

      Usuń

Szczera krytyka - podstawa opinii, którą najbardziej sobie cenię.
Za każdy komentarz bardzo dziękuje ♥
SPAM jest usuwany.