Znów. Znów to samo.
Kilka dni spokoju, a dziś wszystko wróciło. O 1 w nocy w drzwiach zobaczyłam Krzyśka. Ledwo trzymał się na nogach. Jego drżące dłonie i rozszerzone źrenice przyprawiają mnie o mdłości. Ledwo wszedł po schodach i po cichu położył w łóżku, żeby nie obudzić rodziców. Usypiając wymamrotał tylko ciche "przepraszam". Potem co chwilkę wymiotował, trząsł się z zimna... Dobrze chociaż, że rodzice się nie zbudzili.
Mam dosyć tego, że ten koszmar powraca. Ale nie mogę się poddać, nie poddam się. Muszę mu pomóc!
Brak mi sił...
czemu takie krótkie? czekam na więcej :**
OdpowiedzUsuńUhuhu... Uwielbiam Twoje notki, bo nawet gdy dodajesz taką krótką jak tutaj tyyyle się dzieje. Super wątek z Krzyśkiem, podoba mi się, że w Twoich notkach nie wszystko jest idealne, tak jak w życiu, że nie wszystcy mają kolorowe życie ;) 3maj się ;)
OdpowiedzUsuń