Dwa dni spędzone w szpitalu przy łóżku ukochanego. Podobno pomieszał zbyt dużo, liczył na kopa. Podobno jeszcze kilka gram i byłoby po nim. Na szczęście teraz już otworzył oczy. Teraz wszystko będzie dobrze, pomogę mu, przejdziemy przez to razem, nie poddam się, muszę go z tego wyciągnąć. Zachodzę w głowę, jak można się tak szybko uzależnić? Po rozmowie z jego mamą doszłam do wniosku, że to zaczęło się dużo wcześniej, niż zaczęłam podejrzewać. Tylko ja głupia, nieświadoma, nie zauważyłam.
Krzysiek uważa, że to nie jest uzależnienie, że spróbował tylko raz czegoś takiego i dlatego wylądował w szpitalu, bo nie potrafił tego robić. Możliwe, że ma rację. Pewnie ma, mówił to z wielkim przekonaniem. Nie mam powodów, by mu nie wierzyć. On mnie kocha, a ja jego. Razem przezwyciężymy wszystko.
ogólnie jest świetnie ;p
OdpowiedzUsuńtylko trochę krótka ta notka ;>
czekam na następny .'
Swietnie :*
OdpowiedzUsuńJuż czekam na kolejna ;)
,,Razem przezwyciężymy wszystko" - taka właśnia powinna być miłość. Wierzę, że wszystko się poukłada ;) Będę śledziła ich dalsze losy na pewno :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Ps. Oczywiście zapomniałam dodać, że notka REWEWLACYJNA ;****
Blog suuper, zresztą notka też ;d
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi uwagi to mogę powiedzieć jedynie że marychę ciężko przedawkować tak by znaleść się w szpitalu, ponieważ ona działa bardziej leczniczo i nie jest legalna tylko z tego względu że mocno uzależnia.. ;)
W tym poście nie chodzi o przedawkowanie marichuany :-) "pomieszanie" czyli nie jest to określone. Dzięki za komentarz ;-))
Usuń